Oglądasz wiadomości wyszukane dla hasła: telefonami anonse z telefonem
Wiadomość
  Dlaczego na grupie jest tak DROGO!!!
Ave grupowicze.
    Otoz nurtuje mnie od pewnego czasu pytanie: czemu na grupie ciut lepsze
telefony sa takie drogie?
Na wybrzezu Nokie 7110 spadly juz nawet do ceny 1300zl, a na grupie czytam
1700zl, motki V3688 chodza tez okolo 1300zl - na grupie nawet po 2000zl i
nigdy nie taniej niz 1500zl. Nie bede juz wspominal o takich telefonach jak
Nokie 8210 i 8850, ktore maja ceny wrecz astronomiczne. 8810 w gazecie
"Anonse" widzialem za 850zl, a na grupie jakbyz inaczej - 1200zl.

3majcie sie cieplo
-----------------------------------------------
MISIEK

GSM/SMS 0501/93-93-49
-----------------------------------------------

 
  Dlaczego na grupie jest tak DROGO!!!
witam

Ave grupowicze.
    Otoz nurtuje mnie od pewnego czasu pytanie: czemu na grupie ciut
lepsze
telefony sa takie drogie?
Na wybrzezu Nokie 7110 spadly juz nawet do ceny 1300zl, a na grupie czytam
1700zl, motki V3688 chodza tez okolo 1300zl - na grupie nawet po 2000zl i
nigdy nie taniej niz 1500zl. Nie bede juz wspominal o takich telefonach
jak
Nokie 8210 i 8850, ktore maja ceny wrecz astronomiczne. 8810 w gazecie
"Anonse" widzialem za 850zl, a na grupie jakbyz inaczej - 1200zl.


racje Miskowi przyznaje, ceny na grupie sa chore, smiac sie chce jak jakis
marzyciel walnie 500 za 3210 na grupie, albo jakis kretyn wola za 8810 nowy
1400 , nowe moi drodzy N7110 sa po 1200, a N8810 po 950pln.
tacy ludzie chorymi cenami  psuja rynek
pozdrawiam  Mortalez
  Dlaczego na grupie jest tak DROGO!!!
Zgadzam sie ( jak sie patrzy na niektore ceny to zal ogarnia , ze sa tak
naiwni sprzedawcy i mysla ze wcisna ludzia po takiej cenie)
witam

dyskusyjnych

| Ave grupowicze.
|     Otoz nurtuje mnie od pewnego czasu pytanie: czemu na grupie ciut
lepsze
| telefony sa takie drogie?
| Na wybrzezu Nokie 7110 spadly juz nawet do ceny 1300zl, a na grupie
czytam
| 1700zl, motki V3688 chodza tez okolo 1300zl - na grupie nawet po 2000zl
i
| nigdy nie taniej niz 1500zl. Nie bede juz wspominal o takich telefonach
jak
| Nokie 8210 i 8850, ktore maja ceny wrecz astronomiczne. 8810 w gazecie
| "Anonse" widzialem za 850zl, a na grupie jakbyz inaczej - 1200zl.
racje Miskowi przyznaje, ceny na grupie sa chore, smiac sie chce jak jakis
marzyciel walnie 500 za 3210 na grupie, albo jakis kretyn wola za 8810
nowy
1400 , nowe moi drodzy N7110 sa po 1200, a N8810 po 950pln.
tacy ludzie chorymi cenami  psuja rynek
pozdrawiam  Mortalez


  szukam kwatery nad morzem

Wiem, co mowie. Szukalam mieszkania do wynajecia przez niejaka agencje
Millenium, ktora chyba juz nie

istnieje. Nieopatrznie podjelismy z nimi wspolprace, bo ofert nie
mieli zbyt duzo - a skusilo nas to, co

przeczytalismy w Anonsach. Czas mijal, ofert nie bylo, wiec rownolegle
szukalam w Anonsach i Gratce sama.

Firma Millenium oglaszala sie w obu pod przeroznymi numerami
telefonow. Oferowali mieszkania po

atrakcyjnych cenach, ale jak zadzwonilam i przedstawilam sie jako ich
klientka i zapytalam, czemu nie

przedstawili mi tej ofertyto okazalo sie, ze tak naprawde nie ma
takich ofert i pani nie bedzie mi tlumaczyc

polityki firmy. Mam nadzieje, ze zbankrutowali.


Takie przypadki sa zgodnie z regulaminem Anonsow tepione. Nalezalo to
zglosic do redakcji. Wtedy ich telefon trafia na liste telefonow
zastrzezonych i z tego telefonu ogloszenie wiecej (w darmowych) nie pojawi
sie.

Wiele firm kombinuje z telefonami, zmienia komorki (taktaki itd), zeby
oszczedzic na kosztach ogloszen. Uwazam to za zenujace. W kazdym razie
redakcja wycina takie ogloszenia, jak tylko trafi na slad takiej
dzialalnosci.

Ogloszenie zlozone komercyjnie w Anonsach wyroznione jest wytluszczonym
drukiem.

Poza tym ludzie potrafia cuda wyczyniac, aby ich ogloszenie ukazalo sie w
gazecie. Rekord pobily chyba jakies sadzonki truskawek, ktore gosc zglosil
na jakies 20 roznych telefonow. Chyba wszystkie dziadki, ciotki i wnuki
wpisal.

Regulamin zabrania publikowania ogloszen wiecej niz 3 sztuki do danego
dzialu, ogloszen komercyjnych jako ogloszenia darmowe i ogloszen o tresci
niezgodnej z Biblia.

Poza tym, jak chcesz cos wiedziec, to skontaktuj sie z Anonsami... ja
jestem tylko firma, ktora troche softu robila ;)

Piszac "wiekszosc", wyrazilam sie nieprecyzyjnie, wiec prostuje.
Wiekszosc atrakcyjnych ogloszen w dziale Mieszkania - wynajem w obu
serwisach jest nieprawdziwa. Jestem o tym przekonana. I nie jest to
wina tych serwisow, tylko firm posredniczacych.


Problem jest tez w ogloszeniodawcach. No coz, jezeli bedziesz w tresc
ogloszen wierzyc bez zastrzezen... to nie czytuj rubryki "matrymonialne"
:)

 
  TVN, Pod Napieciem - Takie programy są BEZ SENSU!!!

Gówno prawda. Nie kupuja zeby mniej stracic, tylko w przekonaniu ze robia
dobry interes. Gdyby tak było to wszyscy kupowaliby
5-cio letnie motorole za 30 zl.


inna spraw ze telefony powinny byc tansze... podobnie polaczenia... bo
operatorzy to tezzlodzieje z TPSA na czele ;)

Juz ci mowie - moga wyjechac tylko studenci, od tego roku takze zaoczni.


Mozesz cos wiecj powiedziec co to za rodzaj pracy? Gdzie uzyskac informacje
na ten temat? Itd.
najlpiej to mozes napisz cos od siebie ile sie zarabia, jaka robota, gdzie
konkretnie itp.

Z gory dzieki.

Wiec nie sa ta zwykle Polaczki. Amerykanie nie kradną. Tam nikomu nie
przyjdzie do głowy zmieniac metki z cenami w sklepie z ciuchami albo krasc
akumulatorki za 5 dolarów.


Nie wiedzialem ze przyszla moda na zamiane metek...
To chyba i tak najtrudniej wykryc i udowodnic bo mozna zawsze pwedziec ze
tak juz bylo i sprawa czysta....

 sankcje - policja wyprowadza cie w kajdankach ze

sklepu, trafiasz na 1 dzien do aresztu, stajesz przed sadem i dostajesz
1000
$ grzywny. i ciezko tlumaczysz sie z tego jak chcesz dostac prace albo
zlaozyc konto w banku. i wiecej nie kradniesz


A jak nie masz zapalic tych tych 4tys zlotych to?

| Bynajmniej nie chce usprawiedliwiać dresów  - sam dostałem porządnie w
| głowę
| i straciłem tel., ale wściekłość mnie ogarnia gdy inni moi napadnięci
| koledzy następnego dnia przebierają w telefonach kilkaset złotych
tańszych
| niż w sklepie i udają ze nie wiedzą skąd pochodzą.

| Na ogol nikt nie udaje jesli wie ze dany telefon jest kradziony.
| Ciekawe tylko ze ci twoi koledzu maja kontakt z tymi co sprzedaja a
zarazem
| rozumie kradna.

kto kradnie? moi koledzy? wyrazaj sie jasniej


Nie skoro tu twoi koledzy, tym bardziej studenci to chyba nie powinni
zadawac sie z ludzmi kradnacymi (dresami) [?] chyab ze chodzi ci o komisy
GSM ale wtedy to juz nie wazne jest zrodlo tel. (i tak wiadomo ;))) na ogol
ze kradziony )

| Bo ak ktos sprzedaje w komisie GSM to juz nie trzeba udawac ze niejest
| kradziony ;-)

bo komisy prowadza złodzieje..


Oni chyba nie maja czasu na chodzenie po SKMce, tramwaju i ulicach.
Poprostu sa zwyklymi paserami sprzedajacymi i kupujacymi na miesjcu.

TRZEBA Z NIMI ZROBIC PORZADEK I MOZE DRESY NIE BEDA MIELI POWODU BY KRASC
przynajmniej z telefonami bedzie mniej klopotu.
Pewnie zaraz ktos powie ze sami beda sprzedawac. No ale zeby sprzedac to
zazwyczaj sie trzeba oglosci np.: w prasie, a mozna by zrobic tak ze trzeba
miec jakis dowod zakuu czy cos by umiescic ogloszenie, tak jak to zrobilo
(pewnie przymusowo) ANONSE w dziale SOFTWARE,.. i znikly ogloszenia typu
sprzedam MS Office 2000, 20zl za cd. :)))


  Harry Potter i koniec świata, HPff (NZ)
p.s. 4 Wikingowie _nie_ nosili hełmów z rogami - wbrew urban legend ;D


Z tego co czytałem, to owszem - zdarzalo się, tyle że, rzecz jasna, nie do walki i nie na codzień, ale na zasadzie swego rodzaju munduru galowego (na podobnej zasadzie parę wieków później w modzie były paradne zbroje, które się do niczego nie nadawały). Ale mogę się mylić.
Mimo to nie widzę powodów, by współcześni szwedzcy aurorzy nie używali w paradnych celach hełmów z rogami. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że skandynawscy mugole do tychże rogów nawiązują maniakalnie i gdzie się tylko da - vide dowolna impreza sportowa z udziałem kibiców ze Skandynawii. Co wolno mugolom, to czarodziejom tyż! :-)

A teraz nowy odcinek:
<hr>

Londyn, 9 VIII 2010

Bez trudu znalazła maleńką kawiarenkę z czerwonymi markizami i weszła do środka. Adam czekał już na nią w głębi sali nad filiżanką czarnej kawy. Rozpoznała go od razu, nie zmienił się ani trochę od czasu, gdy widzieli się po raz ostatni na uroczystym rozdaniu dyplomów.
Powoli podeszła do stolika. Clay podniósł wzrok i przez krótką chwilę patrzył na nią, marszcząc brwi, a potem wytrzeszczył z niedowierzaniem oczy.
- Księżniczko, to naprawdę ty? - wykrzyknął ze zgrozą. - Na Boga, prędzej bym się spodziewał, że Microsoft zacznie robić działające programy, niż tego, że zetniesz i przefarbujesz włosy! Wybacz nietakt, ale co ci, za przeproszeniem, odbiło?!
- Bezpośredni jak zawsze - uśmiechnęła się Joan, wyciągając na powitanie rękę. - Ktoś mógłby oczekiwać, że usłyszy jakieś "miło cię widzieć" czy podobne głupoty.
Adam roześmiał się. Zauważyła, że śmiał się tak jak kiedyś, w trochę chłopięcy sposób.
- Miło cię widzieć - powiedział teatralnym głosem. - Raczysz, o pani, usiąść na tym skromnym zydlu i wypić w mym towarzystwie filiżankę kawy?
Joan udała, że się zastanawia.
- Raczę - stwierdziła po dłuższej chwili i usiadła. - Z tym, że wolę herbatę.
Nagle poczuła się tak, jakby nie istniał upływ czasu, jakby znowu byli na studiach i dopiero co wyszli z wykładów. Za chwilę Adam wyciągnie z teczki plik zapisanych nierównym, pośpiesznym pismem kartek i zacznie jej klarować któryś ze swoich najnowszych szalonych pomysłów. A potem pójdą do wydziałowej biblioteki pouczyć się do jutrzejszego kolokwium...
- No dobra, co się stało? - spytał Clay, patrząc z dezaprobatą na jej włosy.
Potrząsnęła głową.
- Cholera, mógłbyś przynajmniej przez grzeczność chwilę poudawać, że ci się podobam!
- Podobałaś mi się zawsze i nieustająco i wcale nie musiałem udawać. Coś ty z siebie, dziewczyno, teraz zrobiła?!
- Uwierzysz, jak ci powiem, że znudził mi się dotychczasowy wygląd?
- Nie - stwierdził bez namysłu. - Aż tak ci nie mogło dogrzać!
- Dzięki - mruknęła ponuro.
Podeszła kelnerka i Joan zamówiła herbatę i szarlotkę.
- Co tam u ciebie? - spytała, gdy kelnerka odeszła z zamówieniem. - Dalej robisz dla "International Oil"?
- Ano dalej. Tyle, że przenieśli nam centralę do Stanów, więc mam trochę daleko do domu. Jestem w Londynie pierwszy raz od roku.
- Ciesz się, że do Stanów, a nie na Daleki Wschód. Tam ucieka teraz większość firm.
- Wolałbym tam. Wiesz, te namiętne Azjatki... - Clay wywrócił oczyma.
- Świntuch! - Joan udała oburzoną.
- Dopiero teraz zauważyłaś? A co u ciebie, Księżniczko?
- Nie narzekam. Pracuję w "Industrialu" jako programistka.
- W "Industrialu"? To wyście robili rezerwację biletów dla European Aviation, prawda? Duża rzecz!
- Owszem, nie najmniejsza. A teraz mamy na tapecie centralny system billingowy dla ogólnoeuropejskiego operatora komórek. Nie powiem, którego, ale i tak się pewnie domyślisz.
- Domyślę.
- Właściwie to już prawie go skończyliśmy.
- Ciekawa praca?
Joan wzruszyła ramionami.
- Ciekawe to jest wtedy, jak sobie coś dłubiesz dla przyjemności. A to taka sama głupia robota jak każda inna. No, może trochę lepiej płatna. I człowiek jest na bieżąco z topowymi technologiami.
- Na czym to stawiacie?
- Serwery regionalne pod aiksami, centralny na zetoesie, właściwie to są trzy centralne, w mirrorze, ustawione w różnych krajach, dedykowane łącze przez satelitę... Czekaj, zaczynam czuć się sondowana. Nie chcesz nas czasem shakować? - spojrzała na niego z udawanym przerażeniem.
- Jak spaprzecie zabezpieczenia...
- A zresztą to i tak nie moja broszka, od bezpieczeństwa jest Felton. Powiem mu, że Han Solo ostrzy sobie zęby na jego malutki systemik, nie będzie chłopak spać po nocach.
- Tak wszycy się mnie boją? - Clay uniósł brwi do góry.
- Jakbyś nie wiedział! - roześmiała się Joan. - Swoją drogą, jak będzie ci się chciało, to czemu nie? Jeśli ty nie wejdziesz, to nikt nie wejdzie.
- To jest duża przesada z twojej strony - Adam uśmiechnął się. - Są lepsi.
- Eeee tam.
Kelnerka przyniosła zamówione ciastko i herbatę. Joan wsypała cukier do filiżanki i starannie zamieszała. Clay przyglądał się jej bez słowa.
- No dobra, a w tę jakąś aferę to się wplątałaś w związku z robotą? - spytał wreszcie.
Joan spoważniała.
- Nie, to zupełnie prywatnie. Najwyraźniej miałam ostatnio za mało atrakcji.
- Powiesz mi coś konkretniej?
- Nie mogę, naprawdę. Dość, że ukrywają mnie specłużby, musiałam zmienić wygląd, dostałam lewe papiery i tak dalej...
- Łał! - w głosie Claya brzmiał niekłamany podziw. - No to dałaś czadu, Księżniczko! Nie przymierzając, jak u jakiegoś Ludluma czy innego Clancy'ego.
Niezupełnie, pomyślała Joan. Żaden szanujący się autor powieści sensacyjnych nie byłby taki głupi, żeby w fabule umieszczać magię i czarodziejów!
- Prawie tak - uśmiechnęła się cokolwiek kwaśno. - W każdym razie nocną ucieczkę samochodem mam zaliczoną. Spotkanie w helikopterze z premierem i szefem wywiadu też - o audiencji u królowej przezornie wolała zamilczeć.
- Jaj sobie teraz nie robisz? - upewnił się Clay.
Wzruszyła ramionami.
- Chciałabym. Ale nie, to wszystko prawda. Szczerze mówiąc, trochę mnie to zaczyna przerastać.
Clay zamyślił się.
- Czekaj, bo nie kumam. Jeśli w tym siedzi wywiad... czy kontrwywiad, jeden pies... to czemu próbujesz prowadzić prywatne śledztwo? Tam są specjaliści, którzy za coś takiego biorą kasę, niech oni się męczą. A ty siedź cicho i nosa nie wyściubaj.
- Prosił mnie o to jeden facet. On też w tym tkwi po uszy, w sumie to ja przez niego... W każdym razie wygląda na to, że go namierzyli, włamując się któregoś z systemów. To, co napisałeś w mailu, mocno mi pasuje do układanki.
- Jeden facet? - Adam uniósł brwi. - Twój?
Joan milczała przez chwilę, dziobiąc szarlotkę widelczykiem.
- Chciałabym móc tak powiedzieć, ale Bogiem a prawdą nie wiem - westchnęła. - Podobno nadzieja jest matką głupich, więc pewnie jestem głupia.
- A oprócz tego matką wielodzietną - powiedział z nagłą goryczą w głosie Clay. Joan miała wrażenie, że unika przy tym jej spojrzenia. - Ale ty zawsze miałaś farta, Księżniczko.
- Nie zawsze - przypomniała cicho.
- Przepraszam. Rzeczywiście, nie zawsze. Ale teraz będziesz miała więcej.
- Kto wie? - pokręciła głową. - Proszę, nie rozmawiajmy już o mnie, dobrze?
- Jasne, jak sobie życzysz - uśmiechnął się smutno.
- Napisałeś mi, że coś wiesz. Opowiedz.
- Coś wiem. To się zaczęło z pół roku temu, może więcej... - zamyślił, się. - Nie, na pewno więcej, będzie z rok. Pojawiły się takie dziwne anonsy na listach dyskusyjnych... dziwne dla tych, którzy w tym na codzień siedzą, bo człowiek z zewnątrz pewnie by niczego nie wyczaił. Zaczęły chodzić różne plotki i tak dalej, zrobił się szum. Głównie na privach, bo na forum wszyscy siedzieli cicho. Trudno mi zresztą mówić o konkretach, to były takie sugestie i niedopowiedzenia.
- Pisałeś, że podejrzewasz kogoś znajomego?
- Podejrzewam to może za duże słowo, ale mam pewne przypuszczenia. Był taki gostek na naszym wydziale, rok wyżej, na imię miał Andrew, a nazwiska nie pomnę. Taki brodaty blondyn, bez przerwy gryzący wykałaczki. Zawsze na pracowni zostawało po nim kilkanaście przeżutych, głównie w klawiaturze. Mało sympatyczny, ale dosyć zdolny.
- No i?... - spytała Joan, bo Adam umilkł.
- No i tak mi wyszło z rozmów z ludźmi, że on to wszystko nakręcał. Dowodów nie mam żadnych, tylko takie, że tak się wyrażę... przeczucia.
- Masz jakiś kontakt z osobami, które się załapały na tę robotę?
- No właśnie dowcip polega na tym, że nie. Wcięło wszystkich, jakby się pod ziemię zapadli. Co też mnie nieco dziwi, bo co to jest za firma, żeby tak odciąć ludzi od świata? Myślałem, że może wojsko czy wywiad, ale z tego co wiem, to oni to załatwiają inaczej. Dyskretniej. Kapujesz, inne podejście, oficjalnie taki ktoś pracuje zupełnie gdzie indziej, a jednocześnie robi dla armii. A tu na odwrót, ludzie poznikali. I fizycznie, i z sieci. I był przy tym spory szum, a jednocześnie taka aura tajemniczości. I to mi bardzo nie pasi, bo albo szum, albo tajemniczość. Łapiesz?
Joan energicznie pokiwała głową.
- Tak jakby macali trochę na oślep - kontynuował Adam. - A potem pojawił się ten Andrew od wykałaczek i bardzo szybko wszystko ucichło. Paru gostków próbowało się pytać, co i jak, ale prędko przestali. Jeden bardziej dociekliwy wrąbał się toyotą w skalną ścianę gdzieś w Szkocji. Drogówka stwierdziła awarię układu kierowniczego, tyle że ta awaria była dosyć nietypowa. Brakowało jakiejś części, nie znam się na tym, ale ponoć policmajstry mówiły, że bez tego nie wyjechałby z garażu, a tymczasem rozbił się na pięćdziesiątej mili krętej górskiej drogi - Clay wzruszył ramionami. - Nie wiem, co o tym myśleć, bo jednocześnie wykluczyli stanowczo działanie, jak to oni nazywają, "siły trzeciej".
Joan poczuła ciarki na plecach.
- Cholera - powiedziała cicho.
- Mi się to też specjalnie nie podoba. Z tym że nie ma dowodów, że to się jedno z drugim wiąże. A ja zaraz potem wyjechałem uczyć Jankesów dobrych manier i trochę wypadłem z obiegu. Jeśli coś się jeszcze działo, to już beze mnie. Coś ci się wyklarowało z tego, co powiedziałem?
- Owszem. Coraz bardziej mi pasuje.
- Do kogo jeszcze wysłałaś maile?
- Oprócz ciebie do Simpsa, Caseya, Gordona i Amy Nillson. Nie pamiętałam więcej adresów, a palmtop został w starym mieszkaniu. Obiecali, że przywiozą mi rzeczy, ale nie chciałam czekać.
- Odpowiedzieli?
- Maile do Simpsa i Nillson mi odbiło. Z pozostałych odezwałeś się ty.
Clay zamyślił się.
- Z tego co kojarzę, to Simps i Nillson pracują teraz w Krzemowej Dolinie, mogli polikwidować tutaj konta. A o Caseyu i Gordonie nic nie wiem, nie miałem z nimi dawno kontaktu. Może też wyjechali?
Joan potarła palcem czubek nosa.
- Byłoby nieźle dowiedzieć się, co to za jeden ten Andrew. Ja go nie kojarzę. Dobrze rozumiem, że sugerujesz, że zgłosił się jako pierwszy i potem pomagał im organizować ten, nazwijmy to, nabór?
- Tak mi wychodzi z tego, co wiem. A teraz powiedz, jakim "im"?
Zawahała się.
- Jest taka organizacja, powiedzmy, przestępcza - powiedziała ostrożnie. - Coś w rodzaju mafii. Szczegółów mi nie wolno zdradzać, ale uwierz, że bardzo mało sympatyczna. Mój facet ma z nimi na pieńku, ja w to wdepnęłam przypadkiem. Tak naprawdę to chcą dopaść jego, ja jestem im potrzebna, żeby ich do niego doprowadzić.
- Twój facet robi dla służb?
- Niezupełnie. Raczej taki wolny strzelec. Ale służby chcą z nim nawiązać współpracę i duża szansa, że tak się stanie. Tyle, że on woli na zimne dmuchać, bo diabli wiedzą, gdzie są przecieki. Mogłam pójść do tych z wywiadu, ale uznałam, że spróbuję najpierw sama. Nie pamiętasz nazwiska tego gościa?
- Ni diabła! Wszyscy na niego mówili Andrew Wykałaczka. Za jego plecami, rzecz jasna, zresztą gość był mało towarzyski. Ja się w każdym razie z nim nie kumplowałem. Nawet nie wiem, jakiego nicka używa. To, że brał w tym udział, wyszło mi z rozmów z ludźmi na privie. Pewnie na grupę też pisał, ale nie wiem, jako kto. Wbrew temu, co się może niektórym wydawać - spojrzał lekko ironicznym wzrokiem na Joan - ja nie znam wszystkich, którzy się udzielają na newsach.
- Szkoda.
- Ale czegoś się mogę spróbować dowiedzieć. Parę osób znam.
- Byłoby super! Tylko bądź ostrożny. To nie zabawa.
- Będę. Zresztą nie sądzę, żeby ktokolwiek mnie z tobą łączył. Jak się na zasadzie głupiej ciekawości spytam paru osób, to dziura w niebie się od tego nie zrobi. Powiem, że mi się praca w "Internationalu" znudziła i ciekaw jestem, czy to sprzed roku jest jeszcze aktualne. Zupełnie naturalnie, bo ludzie się na newsach bez przerwy pytają o ciekawą robotę, nie wzbudzę podejrzeń. Bardziej się boję o ciebie. Mówisz, że cię szukają, a szlajasz się sama po Londynie jak nie powiem kto.
- Nie mów. Znają mój rysopis, widzieli mnie parę razy z daleka, szukają długowłosej brunetki. No i mają nazwisko i adres, stąd dostałam fałszywe papiery i nie mieszkam u siebie. I z góry uprzedzam, że nie wolno mi powiedzieć gdzie ani jak się nazywam.
- Nawet wolę, żebyś nie mówiła.
- Kiedy się czegoś dowiesz?
Zastanowił się.
- Trudno mi powiedzieć. Wyślę ci maila, jak coś będę miał, dobrze?
Gdy kilka minut później wyszła z kawiarenki, czuła coraz silniejsze wyrzuty sumienia. Zdawała sobie sprawę, że bez skrupułów wykorzystała sympatię - a może nadal coś więcej, niż sympatię - jaką darzył ją Adam. Ale nie miała wyjścia. Musiała zdobyć dla Harry'ego jak najwięcej informacji.
Znów oczyma duszy zobaczyła, jak "jej facet" nachyla się nad łóżkiem nieprzytomnej Hermiony, ale teraz po raz pierwszy poczuła, że ma nad tą cholerną czarodziejką przewagę. Że dzięki temu, iż jest zwykłą mugolką, wie o rzeczach, o których jej rywalka nigdy nie będzie miała zielonego pojęcia. I że musi tę przewagę wykorzystać do maksimum.

***

Londyn, Ministerstwo Magii, 9 VIII 2010

- "...w wyniku potyczki zabito jedną osobę (obywatel szwedzki Goran Petersson). S.,Ch.,F. Weasleyowie oraz H. Potter i R. Lupin nie odnieśli żadnych obrażeń. H. Granger przebywa w szpitalu (stan ciężki, przewidywane zejście)" - Percy Weasley przestał czytać i podniósł głowę znad pergaminu, wbijając ciężki wzrok w stojącego przed nim Setnika.
- Dupa, Poor - wyskandował dobitnie. - Co raport, to większa.
Poor przestąpił niespokojnie z nogi na nogę.
- Co to za raport, panie komendancie? Być może nie jest on...
- Jest wiarygodny, jeśli to chciałeś podać w wątpliwość - wycedził zimno Weasley. - Otrzymaliśmy go od naszej agentury w Sztokholmie. Nie ulega wątpliwości, że wszyscy poza Granger cieszą się dobrym zdrowiem i są obecnie pod ochroną tamtejszych aurorów. Jak to się ma do tego, co raczyłeś mi przekazać wczoraj rano, cytuję "straty wroga: cztery lub pięć osób, w tym Granger (pewne) oraz prawdopodobnie Lupin i któryś z Weasleyów"?
- Panie komendancie, musi pan zrozumieć, że ta akcja nie była z braku czasu właściwie opracowana logistycznie i odbywała się w niesprzyjających warunkach, tak więc...
Komendant zmiął w ustach przekleństwo, co zdarzało mu się nadzwyczaj rzadko.
- Atak, przy bez mała dwukrotnej przewadze liczebnej, na uśpionego i nieprzygotowanego przeciwnika, nazywasz "akcją odbywającą się w niesprzyjających warunkach"?! Rozumiem, że aby były sprzyjające, to atakowani muszą być wcześniej pozbawieni różdżek i powiązani w pęczki?!
Poor przełknął ślinę.
- Tamten budynek był zabezpieczony bardzo skomplikowanym zaklęciem - wykrztusił. - Moi ludzie się tego nie spodziewali, sądziliśmy, że chroniony będzie jedynie wstęp na wyspę. Wyjaśniałem to już panu w swoim raporcie, który...
- Owszem, wyjaśniałeś. A teraz wyjaśnij jeszcze, dlaczego napisałeś w nim bzdury dotyczące strat przeciwnika?
- Pisałem to wedle mojej najlepszej wiedzy, panie komendancie, zgodnie z otrzymanymi pisemnymi relacjami uczestników.
- Więc twoi ludzie cię okłamali, Poor - stwierdził spokojnie Weasley.
- Niemożliwe, panie komendancie - zaprzeczył Poor. - Może nie ogarniali całości sytuacji, walczyli przecież w ciemnościach... Przeciwnik zastosował zaklęcie powielające, co zaskoczyło moich ludzi, zanim zdołali się zorientować, co się dzieje, ustrzelili kilkanaście fantomów. Trudno było ich odróżnić od prawdziwych. Być może stąd te przekłamanie w raporcie.
- Pieprzysz - warknął komendant. - Poor, zawiodłem się na tobie. Odkąd wyznaczyłem cię do działań przeciwko Potterowi, spieprzyłeś wszystko, czego się tylko dotknąłeś. Pozwoliłeś wymknąć się Potterowi z hotelu. Przez to, że twoim ludziom zachciało się dupczenia, pół godziny później uciekła wam Granger. Nie potrafiliście dogonić i zatrzymać głupiego mugolskiego samochodu! Moja cierpliwość ma swoje granice, Poor - Weasley zawiesił głos, wpatrując się w podwładnego.
Setnik był blady jak ściana.
- Powiedz mi, jak idą poszukiwania Davenport? - dodał komendant tonem, w którym zaczęły pobrzmiewać niebezpieczne tony
- Eeee... pracujemy nad tym, panie komendancie - wykrztusił Poor.
- Pracujecie? - powtórzył cicho Weasley. - A co konkretnie robicie?
- To znaczy... wie pan oczywiście, że nie jest łatwo znaleźć ukrywającego się mugola, dlatego też...
- Pytałem, co robicie, Poor.
- No, na przykład postawiliśmy patrol koło jej mieszkania, ponieważ...
- Naprawdę sądzisz, że ona tam wróci? - spytał łagodnie Weasley. Poor poczuł, że zasycha mu w ustach.
- Nie, panie komendancie, ale może kogoś przysłać po rzeczy. Uciekając niczego ze sobą nie zabrała.
- Brzmi rozsądnie - powiedział łaskawszym głosem komendant. Poor odetchnął głęboko.
- Co jeszcze? - spytał Weasley.
- No, prowadzimy intensywne działania rozpoznawcze...
Uderzenie pięścią w stół było tak niespodziewane, że Poor podskoczył ze strachu.
- PRZESTAŃ PIERDOLIĆ!!! - wrzasnął komendant. Setnik z przerażeniem spostrzegł, że zwierzchnik zaczyna tracić nad sobą panowanie. I jeszcze coś - kiedy Weasley krzyczał, wyraźnie czuć było od niego alkohol.
- P... p... p-panie komendancie, ja...
- Pytałem, co konkretnie robicie - powiedział Weasley spokojniej. - Więc skończ z pieprzeniem głupot i odpowiedz na proste pytanie. Jaką masz koncepcje śledztwa?
- P... p-panie komendancie, na obecnym etapie niesłychanie trudno mówić o koncepcji, ponieważ dotychczasowe ustalenia nie uprawniają do...
- Czyli koncepcji nie masz. Kiedy postawiłeś patrol przy mieszkaniu Davenport?
Poor zakrztusił się.
- Khem... w niedzielę wieczór.
Weasley zacisnął zęby.
- Dlaczego tak szybko? - wycedził. - Trzeba było poczekać z tydzień.
- B... b-bo nie sądziłem, że schwytanie tej dziewczyny będzie konieczne. Dopiero gdy okazało się, że akcja w Szwecji nie zakończyła się pełnym sukcesem...
Komendant odetchnął głęboko kilka razy.
- Sukcesem? - powtórzył z sarkazmem. - Owszem, sukces to osiągnąłeś. Medialny. Radio Wolna Anglia od wczoraj o niczym innym nie mówi - głos mu stwardniał. - Nie wiem, czy wiesz, że dzisiaj nasze Ministerstwo otrzymało oficjalną notę protestacyjną ze Sztokholmu. Oczywiście kategorycznie zaprzeczyliśmy niecnym pomówieniom, ale Minister jest wściekły. Domaga się głów. Jak sądzisz, czyja poleci pierwsza?
O ile to możliwe, Setnik zbladł jeszcze bardziej. Weasley zabębnił palcami po biurku.
- Poor, proszę przygotować całą dokumentację i być przygotowanym na przekazanie śledztwa. O waszym dalszym dowodzeniu Ósmym Oddziałem porozmawiamy kiedy indziej. Odmaszerować!
Poor wyszedł z gabinetu zwierzchnika na miękkich nogach i oparł się ciężko o ścianę korytarza. Serce waliło mu jak oszalałe.
Cała, tak świetnie zapowiadająca się kariera legła w gruzach! Należało porzucić marzenia o stanowisku zastępcy Weasleya. Ba, będzie szczęśliwy, jeśli uda mu się uniknąć bliższego spotkania z dementorami. Nie miał wątpliwości, że tym razem Weasley nie będzie nadstawiał za niego głowy. A skoro jego akcja sprawiła kłopoty samemu Ministrowi, los Setnika nie był godny pozazdroszczenia. No chyba, żeby...
Właściwie dlaczego miałby pozostawać lojalny wobec Weasleya? Nie lepiej przyjąć propozycję, jaką rano złożył mu młody Malfoy? Wtedy odrzucił ją z oburzeniem, a nawet miał szczery zamiar uprzedzić komendanta, co się szykuje. Nie zdążył. I może dobrze?...
Jak w transie oderwał się od ściany, poszedł do wind i zjechał na drugi poziom, a potem ruszył w stronę wykładanych zielonymi marmurami korytarzy Wydziału Bezpieczeństwa.

***

Londyn, Ministerstwo Magii, 9 VIII 2010

Na biurku nadzorcy centrum komputerowego Icarusa Middle'a piętrzył się stos groźnie wyglądających formularzy, w większości do wypełnienia "na przedwczoraj" - kolejny owoc niepohamowanej inwencji twórczej Gregory'ego Goyla, Głównego Specjalisty ds. Efektywnego Posługiwania Się Magią. Middle, który pod rządami kolejnych Ministrów przepracował już ładnych parę lat, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że stanowisko Goyla było typową synekurą, podobnie jak większość pozostałych stanowisk ze słowami "główny specjalista" w tytule. I specjalnie się na to nie oburzał, bo przecież dzieci znajomych Ministra też muszą gdzieś pracować. Złościło go tylko, że Goyle, zamiast przepisowo przepierdzieć osiem godzin w fotel, popijając kawę i obmacując sekretarki, postanowił udowodnić wszystkim przydatność swojej jednoosobowej komórki i w tym celu produkował całe tony bzdurnej makulatury. To zresztą nie było jeszcze najgorsze, bo większość tej twórczości lądowała w koszu od razu po otrzymaniu jej przez adresatów. Niestety, wkrótce Główny Specjalista zaczął domagać się, jak to naukowo określił, "sprzężenia zwrotnego" i jął rozsyłać do wszystkich jednostek organizacyjnych Ministerstwa ankiety, zapytania i kwestionariusze w ilości zdolnej całkowicie sparaliżować normalną działalność urzędu. W dodatku, z racji pozycji nadawcy, kwitów tych nie można było zignorować i doprawdy niewielkim dla Middle'a pocieszeniem była świadomość, że zgodnie z tym, co opowiadali mu jego komputerowcy, wśród mugoli wcale nie było pod tym względem lepiej.
Nadzorca westchnął ciężko i sięgnął po kolejną ankietę, zatytułowaną "Zestawienie przekrojowe sposobów wykorzystania różdżki za okres 2-7.08.2010". Właśnie zastanawiał się nad jej pierwszym punktem ("Użycie różdżki do przyrządzania posiłków. Podaj procentowo: a) przyrządzanie napojów zimnych; b) przyrządzanie napojów gorących; c) przyrządzanie dań gorących, w tym: i) ryby, ii) drób..."), gdy zadzwonił stojący na biurku szary mugolski telefon. Middle rzucił okiem na wyświetlacz aparatu (całkowicie niepotrzebnie, jako że jedyna w Ministerstwie linia telefoniczna, zainstalowana niedawno w celach, jak to się oficjalnie nazywało, "badawczych", łączyła gabinet nadzorcy z centrum komputerowym), a ujrzawszy napis "CeKomp" podniósł słuchawkę gestem podpatrzonym w mugolskich serialach kryminalnych.
- Halo! - powiedział odrobinę za głośno. - Middle przy telefonie!
- ...bry, szefie - usłyszał. - Może pan wdepnąć na dół? Coś mamy.
- A, to ty, Andrew - powiedział Middle, rozpoznając rozmówcę, szefa pracujących w centrum mugoli. - Coś się stało? Jestem teraz trochę zajęty.
- To nie jest rozmowa na telefon, szefie.
- A... tak, tak, jasne - przytaknął szybko Middle. Nie miał pojęcia, czemu rozmowa miałaby być, względnie nie być, "na telefon", ale przypomniał sobie, że tego zwrotu często używano w oglądanych przezeń filmach. Mugole znają się na telefonach lepiej od niego i z pewnością wiedzą, co mówią. - Już idę, momencik.
Przeniósł się poziom niżej, do mieszczącego się w podziemiach centrum komputerowego. Przy kominku czekał już na niego Andrew z nieodłączną wykałaczką w zębach.
- Co się stało? - spytał Middle, starannie otrzepując szatę z popiołu. Mugol odsunął się szybko, unikając buchających od zwierzchnika kłębów kurzu.
- Czy naprawdę, dysponując tą całą waszą magią, nie możecie wymyślić nieco mniej... hmm... kłopotliwego środka transportu? - spytał z lekkim niesmakiem.
- Po co? - zdziwił się Middle, wytrząsając ręką popiół z włosów. - Kominki są bardzo praktyczne. Powinieneś kiedyś sam spróbować.
Mugol wymamrotał pod nosem coś, co w uszach Middle'a zabrzmiało jak "kominiarz".
- Bardzo śmieszne! - warknął nadzorca. - O co chodzi? Nie mam za wiele czasu.
- Mamy coś, co powinno pana zainteresować - powiedział mugol.
- Nowe panienki? - ucieszył się Middle.
Mugol wyjął z zębów wykałaczkę i uśmiechnął się szeroko.
- Panienki? Nie, panienki mogą być na jutro. Download zapuszczam w nocy, bo wtedy jest lepszy transfer.
- Aha, na jutro... - mruknął nadzorca, starając się nie dać po sobie poznać zawodu. - Więc co się stało?
- Wie pan, że monitorujemy stare skrzynki mailowe ludzi, którzy u nas pracują?
- Oczywiście, że wiem - powiedział Middle, który, rzecz jasna, już dawno zdążył o tym zapomnieć.
- Na jeden z tych adresów, należący do Mike'a Caseya, przyszedł wczoraj list.
- To chyba nie jest nic nadzwyczajnego? - spytał ostrożnie Middle.
- Nie, to nie jest. Natomiast jego treść owszem. Kobieta, która go napisała, pyta adresata, czy nie słyszał o fali włamań do ważnych systemów komputerowych.
- To jest niezwykłe? Z tego, co opowiadałeś, wnioskuję, że włamania do komputerów są wśród mugoli bardzo popularne. Prawie tak, jak napady na bank.
Mugol prychnął dziwnie i przez chwilę wyglądał tak, jakby miał trudności ze złapaniem oddechu.
- To może rzeczywiście jeszcze nie jest - powiedział w końcu - ale w połączeniu z osobą nadawcy...
- A kto jest nadawcą?
- Niejaka Joan Davenport.
- Joan Davenport... - Middle zastanowił się. - Czy to nie jest ta?...
- Dokładnie. To ją wyszukaliśmy w centralnej ewidencji pojazdów dla tego całego Poora. Właścicielka czerwonego samochodu. Domniemana dziewczyna Pottera. Myślałem, że wasi mieli ją zgarnąć?
- Poor próbował, ale mu zwiała.
Mugol wybałuszył oczy.
- Zwiała? Mimo tych waszych hokus-pokus? Coś cieniutko - w jego głosie zabrzmiała leciutka drwina.
- Ano cieniutko - przytaknął Middle. - Ale to już problem Poora. Jemu prysnęła, nie nam. Za to jeśli to nam uda się ją namierzyć, będziemy mieć dużego plusa. Wiesz, że nie wszyscy jeszcze doceniają korzyści, jakie płyną z posiadania centrum komputerowego, mimo jego niewątpliwych osiągnięć. Możecie ustalić, skąd wysłała list?
- Próbujemy, ale ona jest cwana. Posłużyła się kilkoma proxy, więc będzie trudno.
- Kilkoma proxy? To okropne - powiedział grobowym głosem Middle.
Mugol spojrzał na niego dziwnym wzrokiem.
- Chodzi o to, szefie, że nie można bezpośrednio stwierdzić, z komputera o jakim IP został wysłany list. A nawet gdybyśmy znali IP, to trochę czasu zejdzie na ustalenie, gdzie fizycznie stoi ta maszyna.
- Ile wam to zajmie?
- Trudno wyczuć. Na razie próbujemy dostać się na serwer, na którym jest konto mailowe tej dziewczyny, będziemy mogli czytać jej pocztę. Poza tym wtedy być może uda się ustalić pozostałych adresatów. Mogła pisać do więcej niż jednej osoby.
- Dobra. Róbcie swoje, a ja pogadam z Poorem. Pewnie go to zainteresuje. Jak uda się wam coś ustalić, zatelefonuj do mnie telefonem.
Middle odwrócił się i ruszył w stronę kominka. Przed paleniskiem obrócił się.
- I tego, Andrew... pamiętaj o tych panienkach. Tamte, co mi ściągnąłeś ostatnio, to już wszystkie obejrzałem.
  [G810] Opinie i wrażenia z użytkowania
Witam wszystkich zwolenników i przeciwników telefonu Samsung SGH-G810.

Kilka dni temu kupiłem trzy telefony:
NOKIA_N96 za 800,00 zł.
Samsung SGH-G810 za 650,00 zł.
Sony Ericsson P1i z kartą pamięci MemoryStick za 480,00 zł.
Wszystkie w bardzo dobrym stanie, kupione od pierwszych właścicieli, z ogłoszeń Anonse, dokładnie obejrzane i sprawdzone przed zakupem.

Samsung SGH-G810 okazał się najgorszym telefonem z tej trójki.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zacznę od aparatu. Zdjęcia z G810 (5 MP) są tej samej jakości co z Sony Ericsson P1i (3,2 MP)
Nokia N96 ze swoją optyką Carl Zeiss miała najmniej zniekształceń optycznych i najmniejszą "ziarnistość", oraz najmniejsze zakłamania kolorów.

Zdjęcie z 3-krotnym zoom'em cyfrowym w N96, nie odbiega od tego z 3-krotnym zoom'em optycznym.
Mimo, że G810 ma lampę xenon, to zdjęcia z oświetleniem zwykłą od N96 są lepiej doświetlone.

G810 nie radzi sobie z ustawieniem ostrości w ciemnych pomieszczeniach i na płaszczyznach pochylonych, gdzie N96 radzi sobie bez problemu.

Filmy 30 kl/sek są nieporozumieniem w SGH-G810; - wyglądają jakby były robione 10 kl/sek, a w N96 film jest płynny i odpowiada mniej więcej 24 kl/s (standard kamery na taśmę optyczną, w kamerach 16 mm).
Filmowaniem zajmuję się od ponad 30 lat i radzę sobie z prowadzeniem kamery, jednak w SGH-G810 każdy, nawet najbardziej płynny ruch jest widoczny, a w N96 można kręcić się dokoła osi i nie widać żadnych efektów ubocznych.
Kolejna wada G810 to brak oświetlenia podczas kręcenia filmów.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Nawigacja w G810 to koszmar; - trzeba ją inicjować z zewnętrznego odbiornika GPS, a dopiero potem można go odłączyć i używać tego wbudowanego w G810.
Na domiar złego następnego dnia wewnętrzny odbiornik GPS mimo półgodzinnego szukania nie nawiązał komunikacji z satelitami. Dopiero podłączenie przez BlueTooth zewnętrznego odbiornika zainicjowało odbiornik wewnętrzny.

Po co komu nawigacja wewnętrzna w telefonie, skoro za każym razem trzeba mieć ze sobą zewnętrzy odbiornik GPS, aby zainicjować ten w G810?!

Zabrałem trzy telefony i zrobiłem na zakupy po Gdyni. Przed wyjściem ustaliłem pozycję na wszystkich trzech telefonach i po powrocie do domu
G810 kazał mi przejść jeszcze: 102 metry,
Sony Ericsson P1i - 45 metrów
Nokia N96 10 metrów.

Przy zmianie kierunku o 90 stopni G810 aktualizował się po kilkunastu sekundach N96 natychmiast.
------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny minus G810 to system operacyjny,tryb gotowości i klawisze wyboru.

G810 ma 6 ikon, N96 ma 7 ikon.
G810 tylko dwa klawisze strzałek definiowane. N96 wszystkie 4 definiowane i menu środkowe.
G810 tylko dwa klawisze funkcyjne definiowane (pierwszy to narzucone menu, a drugi to narzucony odtwarzacz multimedialny. Nokia ma 4 definiowane i menu na oddzielnym klawiszu.

No i to narzucone Google na głównym ekranie i zadania kalendarza, których nie można wyłączyć, a z których w ogóle nie korzystam.

Ekran G810 prawie niewidoczny przy słonecznej pogodzie, a w N96 nawet w największym słońcu wszystko wyraźnie widać.

WIFI.
G810 ma skomplikowane dojście i operowanie poleceniem WIFI, najlepiej rozwiązano to w Sony Ericsson P1i - ma ikonkę WIFI na górze obok sieci i prze wejściem do internetu można włączyć WIFI, czego nie da się zrobić w G810.

Trzy telefony sprawdzałem na sieci o słabym zasięgu.
Sony Ericsson P1i widział 6 sieci, N96: 5 sieci, a G810 tylko 3 sieci.

Pierwszy nawiązał łączność P1i, druga N96, a trzeci, i to dopiero po ponad pół minucie G810.
Podobnie było ze zrywaniem połączenia; G810 rozłączał się najczęściej.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Nawiązywanie połączeń w Sieciach 3G i GSM.
Ze względu na bezpłatne połączenia do pięciu wybranych numerów, od 6 lat jestem w Orange, który ma najgorszy zasięg na terenie Trójmiasta i półwyspu helskiego.
Mieszkam nad samą zatoką, nad portem i blisko jednostki wojskowej naszpikowanej radarami i inną elektroniką.
Tutaj po raz pierwszy leżąc sobie na kanapie z N96 nie miałem problemu z zasięgiem.
Niestety z G810 musiałem podejść do okna, aby uzyskać zasięg.

Pod względem zasięgu najlepiej wypadł SE P1i, potem N96, a G810 ledwo widział sieć.
Podczas "rozmów video", przekazywany obraz z G810 był gorszy od N96 i na takim samym poziomie, jak SEP1i.
---------------------------------------------------

Pierwszy telefon komórkowy kupiłem 11 lat temu, była to Motorola. Od tego czasu zawsze miałem Sony Ericsson lub Nokia.

Pierwszy raz zdecydowałem się na Samsung i to był niezbyt trafiony wybór.
Biorąc pod uwagę to, że N96 ma 16 GB pamięci wewnętrznej, a G810 nie posiada żadnej i obsługuje tylko karty do 8 GB obydwa telefony są w tej samej klasie cenowej (N96 bez dodatkowej karty pamięci kontra G810 + dwie karty po 8GB).

G810 to ładny, efektownie wykonany telefon z gadżetami, które słabo sprawdzają się w praktycznym zastosowaniu.
N96, to toporny telefon o pospolitym wyglądzie, którego gadżety działają bez zarzutu.

Czy deska rozdzielcza Mercedesa nie jest toporna i brzydka w porównaniu z innymi wyrobami samochodo-podobnymi?

Czy Wieża Technics, która ma tylko prostopadłościenne segmenty bez bajerów nie jest lepsza jakościowo od takiej wieży GoldStar (której nazwa teraz zmieniła się na LG), która jest śliczna i wpada w oko?

Czy śliczny telefon Samsung SGH-G810, który ma kiepską nawigację i średniej jakości aparat i kamerę podrzędnej jakości, jest lepszy od brzydkiej i topornej Nokii N96, która ma szybką i dokładną nawigację oraz kamerę kręcącą filmy, które nie odbiegają jakością od tych kręconych na hanhy-cam'ach?

Pozdrowienia znad morza,
Waldek
  Nie myślcie, że to jakaś ściema
Nie myślcie, że to jakaś ściema
Piotr Miączyński; Tomasz Grynkiewicz

I jak tu wierzyć w opinie zadowolonych internautów? Reporterzy "Gazety" w tydzień znaleźli sto osób, które były gotowe - za pieniądze - zareklamować dowolny produkt na forach, portalach i w porównywarkach cen. Część robiła to wiele razy, i to od dawna
Recenzje w internecie mogą pisać opłacane osoby

Pierwszy był Michał184. Na Allegro zamieścił ogłoszenie: "Witam. Zajmuję się pisaniem postów na forach o dowolnej tematyce. Gwarantuję poprawność ortograficzną i stylistyczną. Dużo czasu przebywam na komputerze, więc będę pisał regularnie dużo postów".

Wysłaliśmy do niego maila: - Hej, o jakich produktach piszesz?

Odpisał następnego dnia: - A o jakich chcesz, żebym pisał? Mam doświadczenie w różnych.

Później pytał już co 15 minut: - Czy mają być to dłuższe, czy krótsze posty? Na jakich forach?

I najważniejsze:- Ile mi za to zapłacisz?

Ludzie polecają, to musi być dobre

Fora, blogi, serwisy społecznościowe i portale z plikami wideo polscy handlowcy zaczęli monitorować już kilka lat temu. Wpierw sprawdzali, co się pisze o ich produktach. To, co czytali, często im się nie podobało. Teraz recenzje piszą wynajęci przez nich ludzie - stwarzając pozory, że są całkowicie obiektywni.

- Załóżmy, że firma chciała zrobić w internecie dobrą opinię podpaskom - opowiada Monika Czaplicka, która fałszywe posty pisała przez rok. - Tworzyliśmy konta kobiet na kafeteria.pl czy forach Gazeta.pl. Posty nie mogły być tworzone na zasadzie "kopiuj-wklej" ani nie mogły być zwykłą reklamą, bo od razu każdy by się zorientował.

Dlaczego firmy to robią?

Bo rekomendacje znajomych, także tych internetowych, to główne źródło wiedzy konsumentów o produktach i usługach. Przykład - prawie 73 proc. Polaków przed zakupem auta korzysta z witryn internetowych czy for dyskusyjnych (wg badań Interaktywnego Instytutu Badań Rynkowych).

Ile postów w polskim internecie jest fałszywych? Promil? Pięć procent? Prawie wszystkie? - Zależy od forum. Na większych forach, np. o2, będzie ich więcej, ale i częściej są wyłapywane przez moderatorów - mówi Czaplicka.

Co na to portale?

Dariusz Kołtko z o2.pl bagatelizuje: - Statystycznie pewnie coś takiego mogło się u nas pojawić, ale na nic konkretnego nie natrafiliśmy.

Administrator forów z Gazeta.pl przyznaje: - Walczymy z tym, choć pewnie połowy fałszywych wpisów nie wyłapujemy. Gdyby jednak puścić to samopas, forum szybko zamieniłoby się w słup ogłoszeniowy. Bo czy to nie dziwne, że nagle wszystkie nowe osoby dyskutujące na forum Uroda i Moda piszą np. wyłącznie o kosmetykach Maybelline?

Mam używkę bardzo dobrą

Po dłuższej dyskusji zlecamy Michałowi184 "promocję" jednego z nowych telefonów komórkowych.

Szczegóły dogadaliśmy na Gadu-Gadu. Za sto wpisów ma dostać 40 zł.

Po ośmiu minutach mamy pierwszy wpis. Ze zdjęciem, opisem ściągniętym ze strony producenta i pytaniem: Co o nim myślicie, bo chyba się skuszę?

- O to chodzi? - dopytuje Michał184.

- Pisz tak, jakbyś polecał telefon znajomym. Wiesz, tak bardziej osobiście - zachęcamy.

Kolejne posty Michała są już bardziej osobiste. Chociaż telefonu nigdy w ręku nie trzymał, pisze: "Jest naprawdę bardzo dobry, polecam mam używkę, a się sprawuje bardzo dobrze".

Przez godzinę napisał 20 postów w serwisach o telefonach komórkowych, kilku stronach konsumenckich, forum Gazeta.pl oraz wystawił telefonowi pięć gwiazdek w serwisie konsumenckim.

- Zarobiłem dychę, tak? - zapytał na koniec.

Sposób, w jaki Michał184 fałszował opinie w internecie, to amatorszczyzna.

Profesjonalny fałszerz działa ostrożnie.

Zacznie od stworzenia profilu swojego alter ego. Jeśli reklamowany produkt kierowany jest do młodych kobiet, będzie to młoda kobieta. Jeśli do mężczyzn w średnim wieku - będzie mężczyzną w średnim wieku.

Stworzy legendę - przyjmie imię, np. Tomasz. Ożeni go, np. z Kasią. Da mu dziecko, np. dwuletnią córkę, a nawet psa, który wabi się np. Kryzys. Dopiero gdy ludzie uwierzą, że Tomasz naprawdę istnieje, zechcą użyć pianki do golenia, którą Tomasz poleci.

Profesjonalny fałszerz nie zacznie dyskusji tak jak Michał184. Najpierw zamieści posty neutralne. Reklamowe wpisze mimochodem. Od czasu do czasu.

Marketing szemrany

Monika Czaplicka, która fałszowała posty profesjonalnie, każdego dnia pisała ich 100: 70 neutralnych, 30 reklamowych.

Zaczęła jeszcze na studiach: - Do samorządu uczelni przyszła oferta pracy na stanowisko IT Project Manager. Co konkretnie mam robić, dowiedziałam się już po rozmowie kwalifikacyjnej. Razem ze mną pracowały cztery osoby. Jednocześnie prowadziłam w sieci kampanię dwóch-trzech produktów.

Czaplicka nie chce zdradzić nazwy swojej firmy. To zazwyczaj agencje PR zajmujące się tzw. marketingiem szeptanym:- Choć złośliwcy nazywają już ten marketing szemranym.

Wynajęci przez agencję fałszerze używają w pracy specjalnego oprogramowania, które wyszukuje kluczowe słowa na forach lub w blogach, żeby móc szybko dopisać pochwały albo riposty do negatywnych recenzji.

Profesjonalny fałszerz nie popełni takich błędów jak mikemike8254, który pod reklamą Alior Banku na YouTube słodził: "To już trzecia reklama Aliora, a nadal zaskakująca i ciekawa - gratulacje dla twórców".

Fałszerstwo odkryto łatwo, bo mikemike8254 założył konto w YouTube w dniu publikacji reklamy. Ba, wystawił komentarz, ale nie obejrzał wcześniej nie tylko klipu Aliora, ale w ogólnego żadnego filmu.

Profesjonalny fałszerz zadba też o to, by nie zdradził go adres IP komputera, którego używa. Tak jak pracownik Polskiego Radia, który na forum Gazeta.pl obsmarowywał konkurencyjne Radio ZET. Obok każdego wpisu widniał adres firmowy radia.

- Gdy się zorientował, że to widać, zaczął nas prosić, by wpis usunąć - mówi moderator Forum Gazeta.pl.

Profesjonalny fałszerz myli ślady i często zmienia IP. Choćby po to, by nie dać pretekstu do konkursu, jaki w blogu urządził Maciej Budzich. Czytelnicy blogu tropili komentarze o internetowym serialu "Citylajf" wpisane z tego samego adresu IP. Na dziewięć komentarzy były takie cztery, każdy podpisany inaczej: "Mimika", "flora", "monia" i "paweł".

Gdy dziecko uderza o szafkę

Agencje marketingu szeptanego są gotowe dostarczyć scenariusz kampanii w sieci w 24 godziny.

"Obklejamy wszystkie fora w Polsce i nie tylko, niskie ceny, doświadczenie, dużo adresów IP" - na takie ogłoszenie odpowiedział Łukasz Macheta, redaktor naczelny serwisu Mediarun.pl, podszywając się - a jakże - pod potencjalnego klienta, który chce wypromować wchodzący na ekrany polskich kin film trójwymiarowy dla dzieci.

Następnego dnia dostał wymyślny scenariusz: na forach dla matek pojawią się dyskusje, które skierują uwagę na filmy 3D, które pobudzają wyobraźnię dzieci.

Dodatkowo: "na youtube, wrzuta i wykop pojawiają się filmy z dzieckiem, które nie potrafi przestać biec, uderza się o szafkę lub coś innego". A pod filmami - komentarze: "co robisz, załóż mu okulary 3D", "gdzieś widziałem film o tym, jak nauczyć dziecko percepcji" itd.

Są i tematy poboczne: "naucz dziecko widzieć kształty" czy "mniej kłopotów z dzieckiem potrafiącym patrzeć perspektywicznie". I tak do premiery filmu.

Macheta zapytał autora scenariusza, czy spamowanie forów i podszywanie się pod dyskutantów jest etyczne.

Dostał wymijającą odpowiedź: "My traktujemy to inaczej: proszę wyobrazić sobie ulicę połączoną z jakimś placem, na tym placu stoi grupka ludzi. Do tych ludzi podchodzi dwóch agentów ubezpieczeniowych przebranych za osoby po wypadku samochodowym i namawia ich na polisy".

Kilka pozytywów na dzień dobry

Opinie fałszują też internetowi oszuści. Przygotowują grunt pod duży przekręt, publikując serie pozytywnych komentarzy rzekomych klientów, np. w serwisach porównujących ceny i internetowe sklepy.

Gdy pod koniec ub.r. policja aresztowała osoby związane z dwoma sklepami RTV/AGD, które oszukały prawie 2,5 tys. osób, jeden z pokrzywdzonych skarżył się: "To opinie z Ceneo.pl kosztowały mnie tyle kasy".

Udając klientów, sklepy same wystawiały sobie tam doskonałe recenzje. Szczęśliwy tatuś dziękował, że zamówiona kamera cyfrowa dotarła przed komunią córki. Gospodyni domowa rozpływała się nad zaletami pralki i szybką obsługą sklepu. A jeden z klientów, z początku niezadowolony, cieszył się: "Dostałem gratis drugi telewizor...!".

Litania entuzjastycznych komentarzy urywała się w pewnym momencie. "Oszustwo", "idę na policję" - brzmiały kolejne.

Paweł Kucharzak z Opineo.pl, innego serwisu gromadzącego dane o e-sklepach, przyznaje: - Nowe w naszym serwisie sklepy na dzień dobry próbują zamieścić sobie kilka "pozytywów", a potem piszą z pretensjami, że opinie się nie pojawiają.

W sumie nie ma czemu się dziwić: właściciel e-sklepu doskonale wie, że nic tak nie przyciąga do zakupów jak pozytywna opinia już obsłużonego. A nikt nie wystawi mu tak dobrej opinii jak on sam.

Michał184 ukrywa się jako gość234

Poszliśmy na całość, jeden Michał184 to za mało. A gdybyśmy chcieli, aby o naszym telefonie usłyszał cały internet?

Na serwisie ogłoszeniowym Gumtree.pl zamieściliśmy krótki anons: "Szukam ludzi do pisania postów na forach. Praca z domu, w dowolnych godzinach, posty na różne tematy. 40 gr za post".

Nie mija dziesięć minut, a już mamy pierwszego chętnego. Po 24 godzinach - 72 osoby. Po kilku dniach - 100. Część z nich od razu chwali się, że ma doświadczenie.

Planujemy kampanię - jedna osoba - 100 postów - 40 zł. Rachunek jest prosty: za 4 tys. zł mamy 10 tys. postów. Internet jest nasz.

Wydalibyśmy jednak strasznie dużo. Specjaliści uświadamiają nas, że stawka za fałszowanie internetu zaczyna się od 10 gr. Tyle agencja płaci fałszerzowi za jeden post. Średnia stawka to 20 gr.

Tymczasem naszego Michała184 od telefonu zaczynają podejrzewać na jednym z forów. Zmienia nicka na "gość234": "Ja tez polecam ten telefonik nie myslcie że to jakaś sciema ale telefon bardzo wydajny ja polecam".

Na świecie też, niestety, fałszują

W styczniu br. Mark Reynoso, prezes firmy Belkin, która robi akcesoria do komputerów, publicznie się kajał, gdy wyszło na jaw, że jego pracownik oferował 65 centów każdemu, kto napisze pozytywną recenzję produktów Belkina w internetowym sklepie Amazon.com.

Nazwy agencji, które zaśmiecają internet, wypływają raczej przez przypadek i większości osób nic nie mówią. W przeciwieństwie do nazw ich klientów.

Sony sfałszowało swego czasu cały blog - www.alliwantforxmasisapsp.com (wszystko, czego chcę na święta, to PSP - skrót od przenośnej konsoli do gier firmy Sony). Blog prowadził rzekomo Charlie, który chciał przekonać rodziców swojego kumpla, by kupili mu konsolę. Oszustwo się wydało, gdy ktoś sprawdził, że stronę internetową zarejestrował nie Charlie, lecz agencja marketingowa Zipatoni.

Spece od marketingu koncern kosmetycznego Vichy stworzyli fikcyjną kobietę Claire, która w blogu zachwalała zalety kremu przeciwzmarszczkowego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
 



Telefon Planet VIP
telefonem lg u8210
Telefon Samsung E530
Telefon Samsung X160
telefon Siemens SL75
telefon za darmo miłosne
telefon o rozmiarach
Telefon Samsung D 600
Telefon telefon dziadzia
Telefon z Anglii
telefon Radia ZET
Telefon Nokia 6290
telefon sagem myx 7
Telefon Siemens AF51
telefon nokia 6020 i
  • motorola v3 instrukcja obsi9B3ugi
  • legia ii warszawa leczyca
  • programy szachoew
  • jak spisz
  • bon jovi koszulki
  • od czego zalezy pozorna wielkosc ksiezyca
  • zaB3ozenie mida w miejsce dida
  • darmowe tapety wap
  • ktora;bluzeczke;w;japan;style;wybrac